sobota, 27 października 2012

Ole Brumm fra Grunnerløkka

Już czuć ją w powietrzu, to ten słodkawy zapach ułożonej do snu ziemi i liści trzeszczących napiętą skórką pod naporem kłębiastych porannych mgieł. Czuć ją gdy wiatr zimnymi palcami burzy ci włosy, omiata, podwiewa, ucieka ze strzępkiem ciepłem, które teraz tym gorliwiej chce się zatrzymać na własność, przy sobie, w-sobie.
Idzie, idzie zima.

***

Każde miasto ma taką dzielnicę, która przyciąga ludzi, rzeczy i zdarzenia. Gdzie dzieje się, kotłuje, buzuje świeża krew, czas zakręca, obrasta w macki i wypustki. Gdzie wałęsa się późno w noc, pije, gra, żyje pełną parą.





Taką dzielnicą jest Grunnerløkka - kolorowa, nieuczesana, rozbawiona, zawieszona gdzieś poza czasem. Jakby umoczona po kolei w kilku różnych epokach aż do powstania wielobarwnych kolaży: kawiarni, sklepów i klubów. Swobodna i filuterna, z przeszłością i sąsiedztwem, którego lepiej nie pamiętać. 





A może jednak? Może warto? Galerię cór Koryntu na Schouss Plass? Sąsiednią Røderlokkę, biedną, ubłoconą, robotniczą dzielnicę ciasnych drewnianych domków. Grunnerløkkę - tę ciemną dzielnicę Muncha i fabryk Meyesa, pełną koślawych kamienic czynszowych i zatłoczonych ulic. To serce miasta, bijące, plujące w niebo dymem z arterii kominów, pulsujące ciżbą płynącą we wszystkie strony
Dzielnicę składów, zakładów w ciemnych podwórkach, rzemieślników, robotników. Żywą, tak bardzo żywą.





Wałęsałam się tam w ostatnich tchnieniach jesieni, wzdłuż huczącej Akerselvy, rozlanej dziwnie szeroko, nisko. W poprzek i na wskroś, po Blå, Mathalen i innych dziwnych miejscach, poutykanych to tu, to tam, radośnie zagraconych, umoszczonych, zasiedziałych. Stojących okrakiem nad nicią Mojry.







Mathalen to przybytek luksusowej konsumpcji, w dosłownym tego słowa znaczeniu. Czego tu nie ma! Luncharnie - bo trudno inaczej nazwać te ni to kawiarnie, ni restauracje, których celem nie jest napaść brzuch lecz oko i ego. Butiki z żywymi krabami i płatami łososia, spiżarnie, z warzywami ułożonymi w pachnących drewnianych skrzynkach, niby-mleczarnie, gdzie je się z glazurowanych na perłowo kafelków... 






A stąd pochodzi Ole Brumm.




Na pewno go znacie. Każdy zna.




Pomaga mi uczyć się norweskiego. Ikke sant, Ole Brumm? Nåja.

Farvel skal du ha!
Deres
Erised

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz