czwartek, 11 października 2012

Wszystkie plagi świata vol. 2

Nawet sobie kurde nie wyobrażacie, co się tutaj działo przez te ostatnie dziesięć dni.

Zabrali mi meble.
Zabrali mi ciuchy.
Skazali na dwie doby bez prysznica (tak to jest jak człowiek sam swoich spraw nie dopilnuje...)
No i wisienka na torcie, czyli...
Umarł mi komputer.

Wziął i w zeszły piątek sobie najzwyczajniej w świecie kipnął! Siedziałam jak człowiek w kuchni próbując przebrnąć przez Appaduraja i jego Social Life of Things (koszmarna lektura, swoją drogą), coś tam sobie grało, jakieś okna miałam otwarte i nagle... zwiesił się. To go zrestartowałam. To on odmówił. To ja znowu, próbując jakichś sprytnych sztuczek, co to niby przywracają maki do zdrowia. A on nic. Że ładuje. A potem już nie.
I tak zostałam, jak ta sierota, bez komputera, bez mebli, bez ubrań, z dwoma materacami na gołej podłodze i resztkami szmatek w worze na śmieci. 
Czarnym.

No, już meble meblami. W ramach ucieczki od depresji urządziłam Minimalist Party, którego hasłem przewodnim było: Less clutter, more space for fun!, że niby przestrzeń uwolniona od martwych przedmiotów może się wypełnić materią ludzką, tudzież spożywczą. No i się wypełniła, całkiem solidnie. Ale to, jak się to party udało, to jedna sprawa (tym niemniej, chyba było całkiem nieźle;), ważniejsze, że miałam cel: chodziłam na zakupy, gotowałam, a nie przesiadywałam kątem po bibliotekach załamując skrzydła nad marnym swym losem.  
No, a potem umarł komputer i już naprawdę, naprawdę, no ileż można. Zwłaszcza, że przysłano nam do korekty nasz artykuł o Rogalinku z terminem dwudniowym (bądź tu człowieku mądry, deadline miałyśmy na czerwiec, numer ma wyjść w grudniu, a tu ni z gruchy ni z pietruchy, w połowie października przysyłają ci artykuł do niezwłocznej poprawki). Tak, moi drodzy, wszystkie ą, ę, ś, ć i ź, a ja dysponuję wyłącznie klawiaturą w języku norweskim!
Dopomógł mi tłumacz gugla i jakoś tę swoją działkę poprawiłam, zgrzytając zębami nad każdym komentarzem Pani Korektorki, która najwyraźniej wiedziała lepiej, o czym chcemy napisać i na siłę starała się przerobić nasz tekst na modłę pseudonaukową ("na podstawie otrzymanych wyników...", "przeprowadzono", "zaobserwowano", blah) i wytykając nam błędy przy użyciu słów mało uprzejmych, z bełkotem na czele.

Tymczasem kolejne próby ożywiania martwego pudła spełzały na niczym. Nawet odśrubowałam pokrywę, żeby zobaczyć, czy to może nie kurz, a może obluzował się RAM (Mamut służył mi cały czas radą, sama bym na to nie wpadła) Ale początkowa panika i rozpacz powoli przekuwały się w chłodną akceptację. Cóż, myślałam sobie, wyraźnie tak miało być, los stwierdził, że takie doświadczenie jest mi potrzebne. Do czegoś. 
No ale zostawić tego tak nie mogłam. We wtorek poszłam w jedno miejsce gdzie powiedziano mi, że z systemem wszystko gra, ale powinnam pójść tam i tam, to pomogą mi bardziej. To poszłam. Bardzo miły młody pan od razu się komputerem zajął, coś mu tam podłączył, coś poklikał i no cóż.... Okazało się, że z systemem niekoniecznie dobrze. No i trzeba było mu strzelić FORMATA.
Trzy lata tekstów, zdjęć i obrazków - wziuuuuu! W niebyt.

Poczułam się trochę tak, jak pewnie czują się drzewa owocowe po przycięciu. Albo jak ktoś, kto gubi plecak. Ale z drugiej strony... no wiecie, kto nic nie ma, maszeruje szybciej. Nie rozważa tego, co ma, tylko sięga po nowe. 
Więc postanowiłam potraktować to jako nowy początek czegoś
Stare poszło w diabły - może nie było zbyt dobre? Nowe musi być lepsze. Świeższe. Nie ma taplania się w bajorku wspomnień, bajorko wyschło. Idziemy do przodu.
Tyle.

Zdjęć trochę szkoda, chciałam pokazać po powrocie rodzince i znajomym, ale cóż. Całkiem sporo wrzuciłam na fejsa, trochę jest na aparacie. Najważniejsze, co zostało tam, pod skalpem. Bo to moje, całkiem moje.

A teraz mam trochę urwanie głowy, bo od wczoraj trwa UNICA i latamy jak perszingi tam i z powrotem. Wrażenia mam różne, ale myślę, że relację zdam już po wszystkim.
Podobnie jak z wizyt w trzech muzeach. 

No, a teraz Erised idzie spać, bo jutro zmiana na 8.
Boże, nie wytrzymam tego żarcia.
Trzymajcie kciuki.

Dobranoc!
Erised

P.S. Post dedykowany Juni - masz, masz, jest :D

1 komentarz: